czwartek, 1 stycznia 2009

Oj dużo tych przygotowań...

Oj dużo, dużo... bilety, szczepienia, ubezpieczenie, wyprowadzka, załatwienie wszystkich innych spraw, o których normalnie się nie myśli...
Zacznę od biletów. Wybierając się do Ameryki Południowej stanął przed nami problem baardzo drogich biletów. Stanęło na niemieckich liniach lotniczych, www.condor.com, za dwa bilety w jedną stronę na linii Frankfurt-Salvador de Bahia zapłaciliśmy 800$, można chyba powiedzieć, że trafiliśmy na okazję? :) Zależało nam na biletach w jedną stronę, nie będziemy ograniczeni miejscem powrotu, tym bardziej, że nie jesteśmy pewni jak potoczą się nasze losy w 'tej całej Ameryce' i nie mamy pojęcia skąd będziemy wracać. W sumie to nawet nie wiemy gdzie pojedziemy...
Kolejnym bardzo drogim etapem przygotowań okazały się szczepienia. Udaliśmy się na ulicę Żelazną w Warszawie. Wizyta u lekarza: 60 zł od osoby,(podobno można załatwić skierowanie i wtedy wizyta jest bezpłatna, my nie mieliśmy na to czasu). Jak nas poinformował Pan Doktor obowiązkowe są szczepienia na: dur brzuszny, żółtą febrę, żółtaczkę pokarmową i tężec. Remi miał większość robionych jak wyjeżdzał do Azji, ja nie... Tężec miałam aktualny, jeszcze jako szczepienie obowiązkowe kiedyś gdzieś tam, reszty niee. Rachunek za trzy szczepionki wyniósł 400zł. Masakra? Delikatnie powiedziane.
Tematu ubezpieczenia nie poruszaliśmy jeszcze, następnym razem. To do następnego razu :)

1 komentarz:

letycja.kombinuje pisze...

generalnie dobrze wiedzieć, że żyjesz. pozdro