środa, 28 stycznia 2009

Brazylijskie Chałupy, czyli Porto Seguro welcome to :)

Już jadąc autobusem mogliśmy zauważyć przepiękną prowincje Brazylii. Soczyście zielone pola, ogromne przestrzenie, często góry i dżungla :) Bajeczny widok. Zapowiadało się dobrze i faktycznie Porto Seguro to miejsce, które potrafi zaczarować, zwłaszcza w porównaniu z Salvadorem... Malutkie, kolorowe kamieniczki, ocean, rajskie plaże. No i rzuca się w oczy jedno - jest tu bezpiecznie! Widok turysty z aparatem nie jest niczym zaskakującym. No i żaden tutejszy jak widzi aparat fotograficzny nie pokazuje ci, żebyś się i go pilnował :)
Kwatery można znaleźć w przeróżnych cenach. Od luksusowych i wypasionych hoteli do bida-pousadas z pająkami do towarzystwa. Nam się udało zupełnym przypadkiem znaleźć bardzo tani apartamento, czyli małe mieszkanko, z widokiem na ocean zza drzewka :) No i, co nie bez znaczenia, mieliśmy własną kuchnię, czyli nie trzeba łazić po knajpach, można po kosztach samemu gotować :)

Lux-double: R$ 120 i w gore; bida-pousadas double: R$ 60; nasz aparatamento: R$ 50; obiad w knajpie: R$ 100-150 za dwie osoby; obiad w lokalnej sieci barów: R$ 20 za dwie osoby.

Nasze mieszkanko wynajmuje małżeństwo portugalsko-angielskie. Do tej pory nie udało nam się spotkać w Brazylii tak fajnych, pomocnych i przyjaznych ludzi! I na dodatek mówiących po angielsku :) Portugalka sama z siebie powiedziała nam co warto w okolicy zobaczyć, jak poruszać się autobusami i promem, gdzie jest tani sklep i apteka. Poradziła nam również pojechać do Trancoso. Ostrzegła nas jednak razem z Eddiem, czyli swoim angielskim mężem, że to miejsce bardzo drogie, ale bardzo rajskie. Tak więc wsiedliśmy na prom, potem w autobus...

Autobus wysadził nas przy drodze rzekomo wiodącej do plaży. Przeszliśmy się więc kawałek, trochę jakby po drodze w dżungli, aż nagle naszym oczom ukazał się widok co najmniej zabójczy :) Biała, szeroka plaża, mało ludzi no i ocean - ciepły, lazurowy... raj na ziemi :)) Bez większego zastanowienia wleźliśmy do tej wody celem schłodzenia się po meczącym spacerku.

Z plaży poszliśmy ( drogą, która przecinała dżunglę oczywiście, ale tutaj to już się robi standard:) pod wielką górę, żeby zobaczyć Cidade Historica. Zobaczyliśmy stare (nawet bardzo stare) kamieniczki i mały zabytkowy kościół. Całość nie zrobiła na nas większego wrażenia, za to widok z klifu na plażę i owszem, wrażenie robi. Ale Trancoso przede wszystkim pachnie luksusem. To jeden z najbardziej wypasionych kurortów, gdzie high society brazylijskie udaje się na urlop. Cena za dwuosobowy pokój to R$ 300 i w górę a obiad zaczyna się od R$ 100 od osoby. "Trochę" spaleni słońcem czym prędzej wróciliśmy do Porto Seguro.

Porto Seguro to miejsce gdzie w 1500 roku przybyli pierwsi osadnicy portugalscy. W związku z tym można tu obejrzeć starą część miasta z pierwszymi chałupkami pierwszych osadników. Patrząc na lasy deszczowe znajdujące się wokół, można sobie wyobrazić ile trudu kosztowało nowoprzybyłych zorganizowanie tutaj życia. Niełatwe jednak jest wyobrażenie jak oni tego dokonali! Cidade Historica to malutkie chałupki, wręcz żyjące kolorami, z pięknym widokiem na klif i plażę. Aż uderza brak komercji w tym miejscu, jednak dzięki temu miejsce zachowało dawny klimat i wiele uroku. Zaczarowane magiczne miejsce :)
Do Cidade Historica prowadza dwie drogi. Autobusem i za pomocą własnych nóżek. My oczywiście wybraliśmy opcję własnych nóżek. Z portu do starego miasta prowadza schody, do których trafiliśmy bez problemu. Wraz z nami szczęścia szukało 4 Hiszpanów. Wdzięcznie zaczęliśmy się wspinać po malutkich i wąskich schodach. W momencie pewnym schody się urwały i zaczął się las deszczowy, potocznie zwany dżunglą. Śpiewa ta dżungla, gra - tętni życiem. (Życiem, które potrafi czasem pozbawić innego życia...) Jedno z nas zaczęło delikatnie przebąkiwać, że nie tędy droga. Ale drugie zawzięcie chciało iść dalej (bo to na pewno dobra droga, tylko rzadko uczęszczana) i popychało pierwsze i jeszcze trochę poganiało Hiszpanów. I pykało foty ciągle to drugie :))
Okazało się 10 minut później, że trafiliśmy na inne schody, faktycznie mało uczęszczane jeśli w ogóle. Właściwe były 30 metrów dalej i były olbrzymie, kamienne i prowadziły bezpośrednio (czyli bez pośrednictwa dżungli) do starego miasta. No ale w dżungli byliśmy, i to nasze :)
Okazało się 10 minut później, że trafiliśmy na inne schody, faktycznie mało uczęszczane jeśli w ogóle. Właściwe były 30 metrów dalej i były olbrzymie, kamienne i prowadziły bezpośrednio (czyli bez pośrednictwa dżungli) do starego miasta. No ale w dżungli byliśmy, i to nasze :)


A to MY :)

Uliczki w Porto Seguro...

Takie kokosy można sobie popijać, schłodzone są idealne na upał :)

Plaża w Trancoso. Raj na ziemi!

1 komentarz:

Tomas pisze...

cze paula fajny blog mam nadzieje ze codziennie rano bedzie updatowany i o nowe foty miejscowych:) pozdrawia stefan